Warning: include(ddt/ddtkopios.inc) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /home/marsus/domains/zskorzenna.ayz.pl/public_html/opsnkl.php on line 15

Warning: include(ddt/ddtkopios.inc) [function.include]: failed to open stream: No such file or directory in /home/marsus/domains/zskorzenna.ayz.pl/public_html/opsnkl.php on line 15

Warning: include() [function.include]: Failed opening 'ddt/ddtkopios.inc' for inclusion (include_path='.:/usr/local/lib/php') in /home/marsus/domains/zskorzenna.ayz.pl/public_html/opsnkl.php on line 15

♪Piosenka ♫ ◄► ...L... ◄► ♪

LATO TUŻ TUŻ

KOLOR

Oto widzisz chłopcze idzie lato
Ciepły wiatr opala twarze
Nagle sznur dodaje cienia kwiatom
A mnie nastraja do marzeń

Co ty na to że lato tuż tuż
Co ty na to że prawie lato
Nasza miłość rozkwitnie jak świeży kwiat
Lato, lato, dzięki ci za to

Oto widzisz chłopcze idzie lato
Letnie skarby nam pokaże
Sto tajemnic wyznam letnim kwiatom
A ty zagrasz dla mnie na gitarze

Może las jezioro lazur nieba
Wszystko na nas właśnie czeka
Oprócz siebie już nam nic nie trzeba
Lato lato szybciej choć nie zwlekaj

LATO, TY I JA

Happy End

Japa pa pa papa, japa pa pa!

Biało było tak niedawno, a tu maj,
Idzie lato, o ho ho!
To się stało co być miało, tak czy tak
Idzie lato, o ho ho!

Polne maki w zbożu zapłonęły już,
Biało zapachniało od zielonych brzóz.
Widzisz ile barw, mamy je dla siebie.

Oho, aha...
Lato i ty i ja, uu... uu...
Oho, aha...
Więcej niczego już nie trzeba nam.
Oho, aha...
Lato i ty i ja w kolorze blue.
Hej, hej, aha...
Minie czas letnich barw i będzie żal.

Japa pa pa papa, japa pa pa!

Będzie to co będzie, ale póki co
Idzie lato, o ho ho!
Rano wcześnie jakby we śnie mija noc,
Idzie lato, o ho ho!

Świat nam opromieniał, oto nowy dzień,
Słońca pomarańcza na błękitu tle.
Widzisz ile barw, mamy je dla siebie.

Oho, aha...
Lato i ty i ja, uu... uu...
Oho, aha...
Więcej niczego już nie trzeba nam.
Oho, aha...
Lato i ty i ja w kolorze blue.
Hej, hej, aha...
Minie czas letnich barw i będzie żal.

Oho, aha...
Uu... uu...
Oho, aha...
Oho, aha...
Lato i ty i ja w kolorze blue.
Hej, hej, aha...
Minie czas letnich barw i będzie żal
Zielonych brzóz.
Oho, aha...
Ale znów, znów za rok będzie tak:
Lato i ty i ja!

LATO UCIEKA

Wróciłeś do domu zmęczony,
bo znowu gorąco jest dziś.
Na trawie, przed swoim balkonem
znalazłeś żółty liść.

Czekamy na ciebie z muzyką,
chodź szybciej, bo porwie ją wiatr.
Przed nami kolory i ścieżki,
za nami piosenki ślad.

I już wiesz, że to lato ucieka
i jakby ci czegoś żal,
pakujesz swój stary plecak
i ruszasz przed siebie w świat.

Idziemy z piosenką przez życie,
śpiewamy ją tu i tam.
I wcale nie widać w pośpiechu,
że znów nam przybyło lat.

Znów jesień nas w górach zastanie,
ten sam, ale pusty szlak,
i blues gdzieś w schronisku nad ranem,
i pierwszy zimy znak.

I już wiesz, że...

LATO W ACAPULCO

Acapulco

Dzikiej plaży piękny brzeg
Uspokaja Cię,
Właśnie teraz tego chcesz
(oo... jee...).
Kropla szczęścia starcza nam,
Kiedy miłość trwa,
Więc zabiorę cię tam.

Lato w Acapulco (oo...),
W Acapulco lato (jee...).
Lato w Acapulco (oo...)
Tylko ty i ja.

Lato w Acapulco (oo...),
W Acapulco lato (jee...).
Lato w Acapulco (oo...)
Tylko ty i ja, ty i ja.

Chciałbym mocno objąć cię
Tego właśnie chce,
W tańcu uczuć naszych serc
(oo... jee...).

I to nie jest żadna gra,
To już chyba znasz,
Więc zabieram Cię tam.

Lato w Acapulco (oo...),
W Acapulco lato (jee...).
Lato w Acapulco (oo...)
Tylko ty i ja.

Lato w Acapulco (oo...),
W Acapulco lato (jee...).
Lato w Acapulco (oo...)
Tylko ty i ja, ty i ja.
Lato w Acapulco (oo...),
W Acapulco lato (jee...).
Lato w Acapulco (oo...)
Tylko ty i ja.

Lato w Acapulco (oo...),
W Acapulco lato (jee...).
Lato w Acapulco (oo...)
Tylko ty i ja.

Lato w Acapulco (oo...),
W Acapulco lato (jee...).
Lato w Acapulco (oo...)
Tylko ty i ja.

Lato w Acapulco (oo...),
W Acapulco lato (jee...).
Lato w Acapulco (oo...)
Tylko ty i ja.
Lato w Acapulco (oo...).

W Acapulco lato (jee...)

Lato w Acapulco (oo...)

W Acapulco lato (jee...)
Tylko ty i ja, ty i ja.

LATO W KOŁOBRZEGU

Skaner

No to jesteśmy w Kołobrzegu. I jak ci się tu podoba?
Ooo! Zajebiście! Miałeś racja: Floryda się chowa!
Doobra, poszukajmy hotelu, a jutro? Na panieeenki!
Raz, dwa, trzy, cztery!

Lato, lato w Kołobrzegu, nie znalazłem dziś noclegu...
Czasem w życiu tak się zdarzy, więc przespałem się na plaży.
Rano słońce już w zenicie - wyżłopałem całe picie.
Idzie gościu w białej czapie, trochę coś do rymu kłapie.

Rewelacja na Bałtyku, lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino nie zastąpi ci "bambino".

Let's talk about sex, baby. Let's talk about sex!

Upał taki, a na molo gra kapela disco polo,
Na leżaku Murzyn siedzi, zaczepiają go skinheadzi,
Patrzą tak, jak na dziwaka, co opalił się na raka,
Obok leży baba goła: "To Kołobrzeg" - do mnie woła.

Rewelacja na Bałtyku, lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino nie zastąpi ci "bambino".

Raz, dwa, trzy, cztery!
To co, Frankie, może jeszcze jedno piwko?
O, no! Mnie już troszeczkę muli.
To co? Rozejrzyny się za jakimiś fajnymi panienkami?
Oki toki! Zobacz, jaka fajna laska!
Która? Ta gruba rura?
Ne, ne, ne! Ta blondyn z długimi bimbałami.
To co, startujemy? Let's go!

Let's talk about sex, baby. Let's talk about sex!

Tu dziewczyny są szalone, leżą nago na ręcznikach,
Cudne piersi opalone co pięć minut tu spotykam.
Zobacz! Idzie Marilyn Monroe, albo może mi się zdaje?
Cześć, chłopaki! Spadaj, mała!! To Kołobrzeg, nie Hawaje.

Rewelacja na Bałtyku, lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino nie zastąpi cię, dziewczyno.

Let's talk about sex, baby. Let's talk about sex!

Rewelacja na Bałtyku, lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino nie zastąpi cię, dziewczyno.

LATO W KOŁOBRZEGU

Skaner

Raz, dwa, trzy, cztery!
Lato, lato w Kołobrzegu,
Nie znalazłem dziś noclegu.
Czasem w życiu tak się zdarzy,
Więc przespałem się na plaży.

Rano słońce już w zenicie,
Wyżłopałem całe picie.
Idzie gościu w białej czapie,
Dziobem coś do rymu kłapie.

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino nie zastąpi
Ci ''Bambino''.
Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino nie zastąpi
Ci ''Bambino''.

Tu dziewczyny są szalone,
Leżą nago na ręcznikach.
Cudne piersi opalone,
Co pięć minut tu spotykam.

Zobacz idzie Marilyn Monroe,
Albo może mi się zdaje.
Cześć chłopaki!
Spadaj Mała!
To Kołobrzeg, nie Hawaje!

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino nie zastąpi
Ci ''Bambino''.
Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino nie zastąpi
Ci ''Bambino''.

Raz, dwa, trzy, cztery!
Upał taki, a na molo
Gra kapela Disco Polo.
Na leżaku murzyn siedzi,
Zaczepiają go Skinhead’zi.
Patrzą tak jak na dziwaka,
Co opalił się na raka.
Obok leży baba goła.
To Kołobrzeg. Do mnie woła.

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino
Nie zastąpi cię dziewczyno.

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino
Nie zastąpi cię dziewczyno.

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino
Nie zastąpi cię dziewczyno.

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino
Nie zastąpi cię dziewczyno.
Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino
Nie zastąpi cię dziewczyno.

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino
Nie zastąpi cię dziewczyno.

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino
Nie zastąpi cię dziewczyno.

Rewelacja na Bałtyku,
Lody, lody na patyku,
Ani wódka, ani wino
Nie zastąpi cię dziewczyno.

LATO Z KOMARAMI

Chrola & Szurpik

Tak niedługo miało przyjść,
Potem długo miało być
Wymarzone, wyczekane, wyśpiewane...
Kiedy nadszedł właśnie ten
Wymarzony pierwszy dzień,
Nie wiedziałem, jaki będzie jeszcze dalej.

Siedem minut spóźnił się
Pociąg, który przywiózł mnie,
A gdy namiot wreszcie stanął nad jeziorem,
Zrozumiałem wtedy, że
Coś mnie gryzie, coś mnie je
Nie zważając na pogodę i na wodę.

Lato z komarami,
Lato swędzące bez przerwy,
Lato z komarami,
Lato, komary i nerwy.
Lato z komarami,
Lato swędzące bez przerwy,
Lato komary i nerwy.

Miał być spokój, miał być czas,
Śpimy razem pierwszy raz
Na wakacjach,
Pod namiotem całkiem sami.
Naszym szczęściem miały być
Nasze noce, nasze dni
Zagubione gdzieś pomiędzy jeziorami.

Siedem minut spóźnił się
Pociąg, który przywiózł mnie,
A gdy namiot wreszcie stanął nad jeziorem,
Zrozumiałem wtedy, że
Coś mnie gryzie, coś mnie je
Nie zważając na pogodę i na wodę.

Lato z komarami,
Lato swędzące bez przerwy,
Lato z komarami,
Lato, komary i nerwy.
Lato z komarami,
Lato swędzące bez przerwy,
Lato komary i nerwy.

Siedem minut spóźnił się
Pociąg, który przywiózł mnie,
A gdy namiot wreszcie stanął nad jeziorem,
Zrozumiałem wtedy, że
Coś mnie gryzie, coś mnie je
Nie zważając na pogodę i na wodę.

Lato z komarami,
Lato swędzące bez przerwy,
Lato z komarami,
Lato, komary i nerwy.
Lato z komarami,
Lato swędzące bez przerwy,
Lato komary i nerwy.

Lato z komarami,
Lato swędzące bez przerwy,
Lato z komarami,
Lato, komary i nerwy.
Lato z komarami,
Lato swędzące bez przerwy,
Lato komary i nerwy.

LATO Z PTAKAMI ODCHODZI

Lato z ptakami odchodzi,
Wiatr skręca liście w warkocze.
Dywanem obleka szlaki,
Szkarłaty wiesza na zboczach,
Przyobleka myśli w kolory,
W liści złoto, buków purpurę.
Palę w ogniu letnie wspomnienia.
Idę wymachując kosturem.

Idę w góry cieszyć się życiem,
Oddać dłoniom halnego włosy.
W szelest liści wsłuchać się pragnę,
W odlatujących ptaków głosy.

Słony pot czuję na ustach,
Dzień spracowany ucieka.
Anioł zapala gwiazdy
Oświetla drogę człowieka.
Już niedługo rozpalę ogień
Na rozległej górskiej polanie.
Już niedługo szałas zielony,
Wśród dostojnych buków powstanie.

Idę w góry ...

Gdybym mógł chwilę jedną
Przestać przed smutkiem uciekać,
Wierzyć, że jest gdzieś miejsce,
Gdzie szczęście jeszcze mnie czeka,
To osiadłbym gdzieś w małej chatce
Stary kostur oparł o ścianę.
A wieczorem słyszałbym góry
W swej wieczornej ciszy skąpane.

Wtedy miałbym tylko dla siebie
Dni bezchmurne, gwieździste noce.
A wieczorem słyszałbym góry,
Które wzywają mnie wiatru głosem.

LATO ZIELONE

Toledo

Z promieniem słońca radosny rytm,
Można formować świetlisty szyk
I nie ma osoby, której, by żal
Że kończą się chłody, zaczyna skwar
I nie ma osoby, której, by żal
Że chłody idą, w dal.

Nowe lato zielone i dziewczyny szalone,
Aby wierzyć trzeba przeżyć.
Lato zielone, ciała słońcem spalone,
Fajnie przeżyć jeszcze raz.

Nowe lato zielone i dziewczyny szalone,
Aby wierzyć trzeba przeżyć.
Lato zielone, ciała słońcem spalone,
Fajnie przeżyć jeszcze raz.

Z osłoną nocy, pod niebem gwiazd,
Obok namiotu też można spać
I nie ma osoby, której, by żal
Że latem nad wodą,
W nocy jest gwar
I nie ma osoby, której, by żal
Że nocą słychać gwar.

Nowe lato zielone i dziewczyny szalone,
Aby wierzyć trzeba przeżyć.
Lato zielone, ciała słońcem spalone,
Fajnie przeżyć jeszcze raz.

Nowe lato zielone i dziewczyny szalone,
Aby wierzyć trzeba przeżyć.
Lato zielone, ciała słońcem spalone,
Fajnie przeżyć jeszcze raz.

Nowe lato zielone i dziewczyny szalone,
Aby wierzyć trzeba przeżyć.
Lato zielone, ciała słońcem spalone,
Fajnie przeżyć jeszcze raz.

Nowe lato zielone i dziewczyny szalone,
Aby wierzyć trzeba przeżyć.
Lato zielone, ciała słońcem spalone,
Fajnie przeżyć jeszcze raz.

LAUDACJA NA CZEŚĆ ZBYSZKA D.

Hen na Mazowszu w stadzie państwowym
dziesiątkę oktaw już blisko
ujrzał słoneczko, krzyknął dla zdrowia,
na imię dano mu Zbyszko.

Dzieciństwo słodkie między ogrami
płynęło senne do września,
potem na punkcie kopulacyjnym
orał pole pługiem koleśnym.

Na edukację zootechniki
przyjechał na Śląsk ten dolny.
Zdobył ostrogi hodowli koni
jako ów marszałek polny.

Asystentura u Pacyńskiego
w dalekich Liszkach wyrok miał.
Pomyślał sobie trza mi kobity
i taką jedną przygruchał.

Haneczkę Wolską wziął se za żonę.
Proboszcz Wojtyła połączył stułą.
Potem raz dwa trzy Wojtka spłodzili,
czas by zakotwiczyć na długo.

Do Książna przybył młody inżynier.
Śląskie koniki pokochał.
Skakał przeszkody, tworzył kadryle,
nawet go Rycerz nie kopał.

Spokojne życie wnet się skończyło:
banda studentów napadła stado,
Zbynio amforą nabijał faję,
cmokał na panny co lato

Poszeryfował na pierwszym rajdzie.
Dobrych nas manier nauczył:
jak kochać konie, damy i trunki
i mieć temperament byczy.

Głowa już siwa, faja w odstawce.
Trawnik przycięty, kwiat się pnie.
Wesołe życie niech Ci się wiedzie!
Smutasom zaś mówimy nie!

W podzięce za Twój styl i przychylność,
Damy niech słodycz ust swoich
odcisną z gracją na Twym obliczu.
Stu lat plus vat życzymy wszyscy!!

LAURA

Akcent

Zapomniane miejsca,
Zapomniane drogi,
Nasze wspólne szlaki,
Dziś pokrył kurz.

Tylko serce woła,
Tylko serce płacze,
Że jak dawniej przy mnie,
Nie ma ciebie już.

O la la!
Pamiętam twoje imię: Laura.
O la la!
Na zawsze w sercu moim Laura.
O la la!
Pamiętam twoje imię: Laura.
O la la!

Na zawsze w sercu moim Laura.
Ściskam mocno w dłoni,
Szafirowy kamyk,
Dałaś mi go kiedyś, jak miłość swą.
Gdy jesienne deszcze,
Zmyją ziemię lata,
Wrócą znów wspomnienia, tęsknoty łzą.

O la la!
Pamiętam twoje imię: Laura.
O la la!
Na zawsze w sercu moim Laura.
O la la!
Pamiętam twoje imię: Laura.
O la la!
Na zawsze w sercu moim Laura.

O la la!
Pamiętam twoje imię: Laura.
O la la!
Na zawsze w sercu moim Laura.
O la la!
Pamiętam twoje imię: Laura.
O la la!
Na zawsze w sercu moim Laura.

LAURA I FILON

Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły
I coś tam klaszcze za borem.
Pewnie mnie czeka mój Filon miły
Pod umówionym jaworem.

Nie będę sobie warkocz trefiła,
Tylko włos zwiążę splątany,
Bo bym się jeszcze bardziej spóźniła,
A mój tam tęskni kochany.

Wezmę z koszykiem maliny moje
I tę plecionkę różową:
Maliny będziem jedli oboje,
Wieniec mu włożę na głowę.

Prowadź mnie teraz, czułości śmiała,
Gdybyś mi skrzydła przypięła,
Żebym najprędzej bór przeleciała,
Potem Filona ścisnęła.

Ot już i jawor... Nie masz miłego!
Widzę, że jestem zdradzona!
On z przywiązania żartuje mego...
Kocham zmiennika Filona!

Pewnie on teraz koło bogini
Swej czarnobrewki Dorydy,
Rozrywkę sobie okrutną czyni,
Kosztem mej hańby i biedy.

Pewnie jej mówi, że obłądzona
Wpieram się w drzewa i bory,
I zamiast jego białego łona
Ściskam nieczułe jawory.

Filonie, wtenczas, kiedym nie znała
Jeszcze miłości szalone,
Pierwszy razem ją w twoich zdobyła
Oczach i mowie pieszczonej.

Jakże mię mocno ubezpieczała,
Że z tobą będę szczęśliwą!
A z tym się chytrze ukryć umiała,
Że bywa czasem fałszywą.

Ale któż zgadnie, przypadek jaki
Dotąd zatrzymał Filona?
Może on dla mnie zawsze jednaki,
Może ja próżno strwożona?

Och, nie! on zdrajca, on u Dorydy,
On może teraz bez miary
Na sprośne z nią się wydał niewstydy,
A ja mu daję ofiary...

Widziałam wczoraj, jak na nią mrugał,
Potem coś cicho mówili...
Pewnie to dla niej ten kij wystrugał,
Co mu się wszyscy dziwili.

Jakżeby moją hańbę pomnożył,
Gdyby od Laury uwity,
Wieniec na głowę Dorydy włożył,
Jako łup na mnie zdobyty!

Wianku różany, gdym cię splatała,
Krwią-m cię rąk moich skropiła,
Bom twe najmocniej węzły spajała
I z robotą-m się kwapiła.

Teraz bądź świadkiem mojej rozpaczy,
I razem naucz Filona,
Jako w kochaniu nic nie wybaczy
Prawdziwa miłość wzgardzona.

Tłukę o drzewo mój koszyk miły,
Rwę wieniec, którym splatała:
Te z nich kawałki będą świadczyły,
Żem z nim na wieki zerwała...

Kiedy w chruścinie Filon schroniony
Wybiegł do Laury spłakanej,
Już był o drzewo koszyk stłuczony,
Wieniec różowy stargany.

LAWA

Małgorzata Ostrowska

Całą lawą krwi, co we mnie rozpalona aż po biel,
Każdą myślą, krzykiem, szeptem, całym głodem, w którym tkwię,
Ociemniałych myśli błyskiem, czarną dziurą pustych rąk,
Ogniem, lawą, wodą, wszystkim, co pod skórą krzyczy wciąż:

Żyję, bo jesteś! Ginę, bo jesteś!
Odchodzę - jesteś, kocham cię, jesteś ...

Całym wstydem, który pali każdy ruch i każdą myśl,
Żadnych szans, by coś ocalić, żadnych szans, by z tobą być.

Żyję, bo jesteś! Ginę, bo jesteś!
Odchodzę - jesteś, kocham cię, jesteś ...

W dół z palącym wodospadem uwolnionych nagle łez
Spadam, coraz szybciej spadam, w słony nurt zanurzam się.

Całym wstydem, który pali każdy ruch i każdą myśl,
Żadnych szans, by coś ocalić, żadnych szans, by z tobą być.

Żyję, bo jesteś! Ginę, bo jesteś!
Odchodzę - jesteś, kocham cię, jesteś ...

Żyję, bo jesteś! Ginę, bo jesteś!
Odchodzę - jesteś, kocham cię, jesteś ...

LAWINA

Nie darmo szumiał potok Szarpiąc się w kamieniach
Gdy niegościnny parów W koryto zamieniał

I nie darmo lawina toczyła się z turni
Gdy dookoła dzieł swych Stali ludzie chmurni

Krople deszczu padając Wyżłobiły skałę
Wzrastały perły w muszli Niespieszne, lecz trwałe

I tylko twój człowieku Wysiłek bez granic
Poszedł na wiatr, na marne Na próżno i na nic.

LAWINA

W lawinę wszedłem która wnet
Przykryła duszę mą
Czy wiesz, że globus znany ci
Pod złotym wzgórzem śpi
Ty która chcesz pokonać ból
Musisz dobrze, dobrze służyć mi

Czasem się otrzesz o mój bok
Po złoto schodząc tu
I karmisz karła, chociaż on
Nie skarży się na głód
Na cóż mu towarzystwo twe
On w samym środku, środku świata jest

Na ten piedestał to nie ty
Dźwignęłaś przecież mnie
Nie zmusisz mnie bym ukląkł
Nagością budząc śmiech
Ja jestem piedestałem sam
Na którym wznosi, wznosi się mój garb

Ty która chcesz pokonać ból
Jak masz dostąpić moich łask
Te okruszyny dając mi
Zamiast swą miłość dać
Nikt nie uwierzy tu w twój ból
Jest tylko cieniem, cieniem moich ran

Dzisiaj za tobą tęsknię choć
Nie wierzę przecież w nic
Dzisiaj o ciebie proszę choć
Niczego nie brak mi
Ty mówisz, że odeszłaś już
Lecz jeszcze czuję oddech, oddech twój

Łachmanów nie noś dobrze wiem
Nie jesteś biedna tak
I mniej gwałtownie kochaj mnie
Gdy ci odwagi brak
Na miłość twoją kolej dziś
Twe ciało już na sobie mam

LAZUROWE NIEBO

Karpowicz Family

Białe grzywy fal, szum zielonych palm,
Złoty piasek praży, słońce śmieje się.
Tu jest zawsze maj, kolorowy raj,
Lazurowe niebo piękne, jak we śnie.

Szybko mija czas, żyjesz tylko raz,
Więc nie czekaj dłużej, aż się spełni sen.
Przyjaciół wiernych masz wokoło,
Z nami zawsze jest wesoło,
Zaśpiewajmy razem refren ten:

Ho la li, ho la la, zabawa na sto dwa,
Ho la la, ho la li, trzy noce i trzy dni.
Ho la li, ho la la, muzyka ostro gra,
Czerwone wino, rytmy gorące rozpalają nas.

Ho la li, ho la la, zabawa na sto dwa,
Ho la la, ho la li, trzy noce i trzy dni.
Ho la li, ho la la, muzyka ostro gra,
Czerwone wino, rytmy gorące rozpalają nas.

Kiedy zmęczy cię taniec, wino, śpiew,
Zanurz się po uszy w wodzie, nabierz sił.
Damy spokój ci parę krótkich dni,
Lecz nie chcemy, żebyś zbyt samotnym był.

I za jakiś czas znów zobaczysz nas,
Szkoda nocy, żeby tracić ją na sen.
Przyjaciół wiernych masz wokoło,
Z nami zawsze jest wesoło,
Zaśpiewajmy znowu refren ten:

Ho la li, ho la la, zabawa na sto dwa,
Ho la la, ho la li, trzy noce i trzy dni.
Ho la li, ho la la, muzyka ostro gra,
Czerwone wino, rytmy gorące rozpalają nas.

Ho la li, ho la la, zabawa na sto dwa,
Ho la la, ho la li, trzy noce i trzy dni.
Ho la li, ho la la, muzyka ostro gra,
Czerwone wino, rytmy gorące rozpalają nas.

Ho la li, ho la la, zabawa na sto dwa,
Ho la la, ho la li, trzy noce i trzy dni.
Ho la li, ho la la, muzyka ostro gra,
Czerwone wino, rytmy gorące rozpalają nas.
Czerwone wino, rytmy gorące rozpalają nas.

LAZUROWE SPOJRZENIE

Baciary

Pewnego letniego i słonecznego dnia,
Nadmorską plażą ona sobie szła.
Jedno spojrzenie jej sprawiło wierzcie, że
W błękicie oczu zakochałem się.

Za twe cudne, lazurowe spojrzenie,
Morskich głębin i odwieczne pragnienie.
Za twe cudne oczy niebieskie,
Dziś oddałbym cały świat.

Za twe cudne, lazurowe spojrzenie,
Morskich głębin i odwieczne pragnienie.
Za twe cudne oczy niebieskie,
Dziś oddałbym cały świat.

Złociste włosy jej lekko kołysał wiatr,
A smukłą postać promyk słońca grzał.
Zamknąłem oczy, by ten obraz w sercu mieć
I wtedy ona gdzieś zgubiła się.

Za twe cudne, lazurowe spojrzenie,
Morskich głębin i odwieczne pragnienie.
Za twe cudne oczy niebieskie,
Dziś oddałbym cały świat.

Za twe cudne, lazurowe spojrzenie,
Morskich głębin i odwieczne pragnienie.
Za twe cudne oczy niebieskie,
Dziś oddałbym cały świat.

Wreszcie spotkałem ją raz deszczowego dnia,
Kiedy zmoknięta plażą szła.
Jedno spojrzenie me sprawiło wtedy, że
Dziewczyna we mnie zakochała się.

Za twe cudne, lazurowe spojrzenie,
Morskich głębin i odwieczne pragnienie.
Za twe cudne oczy niebieskie,
Dziś oddałbym cały świat.

Za twe cudne, lazurowe spojrzenie,
Morskich głębin i odwieczne pragnienie.
Za twe cudne oczy niebieskie,
Dziś oddałbym cały świat.

LĄDOWY SZCZUR

Mechanicy Shanty

Pamiętam tę noc, gdy szalał sztorm
A wiatr konary zginał drzew
Do knajpy wszedł nieznany gość
I widać było, że wędrowcem jest

Przy barze stał i piwo pił
Wpatrzony gdzieś w płomieni blask
Przeżyłem już podobną noc
Na morzu śmierć, powiedział nam

Więc pijmy za tych, co poszli na dno
Których zabrało morze nam
Za zdrowie tych, co na morzu dziś są
Daj im Boże szczęście w tę noc, jak dziś
Daj im Boże szczęście w tę noc

Ciągnęliśmy sieć przy Baltimore
I całkiem dobrze nam to szło
W ładowniach ryb już było dość
Ostatni zaciąg, kurs na dom

Pływaliśmy już tych kilka lat
I każdy dobrze znał swój fach
Lecz nikt nie wiedział o tym że
Swe kości złoży w morski piach

Więc pijmy za tych, co poszli na dno...

Nad ranem był sztorm, cholerny sztorm
Przed nami rosły ściany z fal
Przy sterze stało kumpli dwóch
A łódź innym kursem w morze szła

I nagle trzask łamanych wręg
I głosy przykrył morza ryk
Wśród wiru fal i twardych skał
Widziałem śmierć kamratów mych

Więc pijmy za tych, co poszli na dno...

Gdzieś przy St. Johns Point wywlokłem się
Wpół żywy na piaszczysty brzeg
Jak szczur lądowy żyję dziś
Na morze nic nie wygna mnie

A kiedy sztorm na morzu jest
Wciąż słyszę głosy kumpli mych
I dręczy mnie tak straszna myśl
Że mogłem leżeć dziś wśród nich

Więc pijmy za tych, co poszli na dno...

Więc pijmy za tych, co poszli na dno...