♪Piosenka ♫ ◄► ...W... ◄► ♪

WÓDKA MUSI BYĆ

Big Dance

Kawa, kawa, kawa musi być.
Kawa, kawa, kawa musi być,
Jak nie ma kawy, nie ma zabawy,
Kawa, kawa, kawa musi być,
Jak nie ma kawy, nie ma zabawy,
Kawa, kawa, kawa musi być.

Piwo, piwo, piwo musi być,
Piwo, piwo, piwo musi być,
Jak nie ma piwa głowa się kiwa,
Piwo, piwo, piwo musi być,
Jak nie ma piwa głowa się kiwa,
Piwo, piwo, piwo musi być.

Wino, wino, wino musi być,
Wino, wino, wino musi być,
Jak nie ma wina, smutna dziewczyna,
Wino, wino, wino musi być,
Jak nie ma wina, smutna dziewczyna,
Wino, wino, wino musi być.

Wódka, wódka, wódka musi być,
Wódka, wódka, wódka musi być,
Jak nie ma wódki to rozum krótki,
Wódka, wódka, wódka musi być,
Jak nie ma wódki to rozum krótki,
Wódka, wódka, wódka musi być.

Para młoda, para musi być,
Para młoda, para musi być,
Jak nie ma pary, puste puchary,
Para młoda, para musi być,
Jak nie ma pary, puste puchary,
Para młoda, para musi być.

Siano, siano, siano musi być,
Siano, siano, siano musi być,
Jak nie ma siana nie ma kochania,
Siano, siano, siano musi być,
Jak nie ma siana nie ma kochania,
Siano, siano, siano musi być.

Żona, żona, żona musi być,
Żona, żona, żona musi być,
Jak nie ma żony, człowiek szalony,
Żona, żona, żona musi być,
Jak nie ma żony, człowiek szalony,
Żona, żona, żona musi być.

WÓDKA SOBIESKI

Veegas

Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...
Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...

Królewska rozpusta kreuje moje gusta,
Lejemy w nasze usta,
Aż butelka będzie pusta.
Nawet vice prezeski piją wódkę Sobieski
Od deski do deski,
Ten smak jest królewski.

Wódka Sobieski jak Kanał Sueski,
Płynie jak woda słowiańska uroda.
Wódka Sobieski jak Kanał Sueski,
Utuli, rozkocha, och będzie radocha.

Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...
Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...
Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...
Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...

Sobieski Jan III, wódka stuleci,
Piją ja nawet Polscy poeci,
Arabscy bruneci i przystojni faceci,
Rosyjscy atleci i katecheci.

Życie ukwieci, miłość roznieci,
Zmęczenie uleci, wódka Jan III
I nawet Walczewski ma wódkę Sobieski,
Król Jan i trzy pionowe kreski.

Królewska rozpusta kreuje moje gusta,
Lejemy w nasze usta,
Aż butelka będzie pusta.
Nawet vice prezeski piją wódkę Sobieski
Od deski do deski,
Ten smak jest królewski.

Wódka Sobieski jak Kanał Sueski,
Płynie jak woda słowiańska uroda.
Wódka Sobieski jak Kanał Sueski,
Utuli, rozkocha, och będzie radocha.

Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...
Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...
Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...
Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...

Sobieski Jan III, wódka stuleci,
Piją ja nawet Polscy poeci,
Arabscy bruneci i przystojni faceci,
Rosyjscy atleci i katecheci.

Życie ukwieci, miłość roznieci,
Zmęczenie uleci, wódka Jan III
I nawet Walczewski ma wódkę Sobieski,
Król Jan i trzy pionowe kreski.

Królewska rozpusta kreuje moje gusta,
Lejemy w nasze usta,
Aż butelka będzie pusta.
Nawet vice prezeski piją wódkę Sobieski
Od deski do deski,
Ten smak jest królewski.

Wódka Sobieski jak Kanał Sueski,
Płynie jak woda słowiańska uroda.
Wódka Sobieski jak Kanał Sueski,
Utuli, rozkocha, och będzie radocha.

Wódka Sobieski jak Kanał Sueski,
Płynie jak woda słowiańska uroda.
Wódka Sobieski jak Kanał Sueski,
Utuli, rozkocha, och będzie radocha.

Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...
Jo jo jo, jo jo jo jo jo jo jo...

WÓDKO MA

Baciary

Posłuchajcie, ludzie, opowieści mej
o butelce, która pokochała mnie:
była piykna, przezroczysta, a na imię miała Czysta,
ze czterdzieści procent miała, może mniej.

Wódko ma, wódko ma, wódko ma,
któż bez ciebie sobie w życiu radę da?
Jesteś miła chociaż żrąca,
ale dobra i pachnąca,
ja bez ciebie nie potrafię dłużej żyć.

Kiedy pierwszy raz poznałem zapach ten,
to od razu zrozumiałem: kocham cię!
Wziąłem kielich drżącą ręką, powiedziałaś mi, butelko,
powiedziałaś, że ty także kochasz mnie.

Wódko ma...

Piję piwo, piję wino, piję miód,
ale ciebie uznać muszę, jako cud!
Cóż, że rano leczę kaca, gdy wieczorem smak powraca,
na melinach tylko mogę dostać cię.

Wódko ma...

Na tym nadszedł koniec opowieści mej
o butelce, która pokochała mnie,
była piykna, przezroczysta, a na imię miała Cysta,
ze czterdzieści procent miała, może mniej.

Wódko ma...

WÓDZ WIELKI MANITOU

Witali, wołali, wołali, witali, Kwiaty, krawaty, pompa i puc,
Lakierki, szpalerki, miliony ton stali, Wrzaski, oklaski, pan prezes, pan wódz.

Tu telewizja, a tam radary, Mieszkanie, ubranie, technika i cud,
Bankiety, zalety, brygady, sztandary, Wrzaski, oklaski, pan prezes, pan wódz,
Kwiaty dla niego, przemowy dla czerni,
Wódz, a za wodzem wierni.

Radio, on, wielki przemysł i socha, Socha w muzeum, on i dzieci,
Wiadomo - on tę dzieciarnię tak kocha, On pośród chłopów w codziennej gazecie.

On między swymi w górniczej siermiędze, Oni w strumieniu lejącej się łaski,
Sny o potędze, sny o potędze, Kamera, oklaski, oklaski, oklaski.
Oklaski dla niego, przemowy dla czerni,
Wódz, a za wodzem wierni.

On, właśnie on, wyśpiewane z pietyzmem, On, druga Polska i polska sprawa,
On, znaczy naród, jego ojczyznę, On, to Police, Gdańsk i Warszawa.

Ojczyzna, ojczyźnie, ojczyzną, ojczyznę, Reklama i patos, patriotyzm i biznes,
Krawaty i kwiaty, niech nastrój nie pryska, Chleba i igrzysk, igrzyska, igrzyska.
Chleba dla niego, igrzyska dla czerni.
Wódz, a za wodzem wierni.

Co jeszcze? Co jeszcze? Co jeszcze? Zza węgła Śmierdząca kaszanka nie jego dosięgła,
Podchody i kłótnie i broń bratobójcza Prezencik od wodza, od wujcia, od wujcia.

Kto winien? On milczy. Kto winien? Nie on, On wzrusza się nagle w tym ciepłym lokalu,
On biedny, on chory, on biedny, on chory, On biedny, on chory, on lepy w szpitalu.
On wzrusza ramieniem, jak gdyby nic,
Wódz, a za wodzem pic.
On wzrusza ramieniem, jak gdyby nic,
Wódz, a za wodzem - nic!

WÓZ

Skrzydlate, rącze konie zaprzęgnę w wielki wóz.
I na kraj świata będę gonił nie szczędząc kół.
A droga kluczy, dłuży, a wina pełen wóz
Rozwieźć go dzisiaj zdążyć muszę choć późno już.

Strun wyciągniętych dłonie, bezkresny suchy las
Rącze u wozu konie i wóz bez dna.
Napięte przodem wodze, naglący górą bat.
Jakże mi z czasem zdążyć przed końcem dnia.

Wina już utoczyłem niejedną dobrą garść.
Dróg poplątanych przemierzyłem zgoniony szmat.
A w beczkach jakby więcej i więcej chyba mil.
I nocy do mnie bliżej jeszcze o parę chwil.

WPADNIJ DO MNIE

Wpadnij do mnie wieczorem, wpadnij, wpadnij
Może dziś, może jutro, sama zgadnij.
Twoją ulubioną melodię będzie gwizdał czajnik,
Pomilczymy intelektualnie.

Wpadnij do mnie wieczorem, wpadnij, wpadnij
Tak zwyczajnie, niekonwencjonalnie.
Schematycznie, hipnotycznie będzie tykał budzik,
Herbata z konfiturami zbliża ludzi.

Zima nie jest dobrą porą na samotność,
Wieczory jakoś wloką się i wloką.
Wpadnij do mnie, wpadnij, wpadnij, nie czekaj już dłużej,
Zapukaj, od razu otworzę.

Wpadnij do mnie wieczorem, wpadnij, wpadnij
Może dziś, może jutro, sama zgadnij.
Zostawimy w przedpokoju smutki, obowiązki,
Posłuchamy, jak plotkują książki.

Zima nie jest dobrą porą ... od razu otworzę.

Wpadnij do mnie, Wpadnij do mnie wiosną, latem, jesienią, zimą, wpadnij, kiedy chcesz,
Wpadnij do mnie! wpadnij do mnie!
Wpadnij do mnie! wpadnij do mnie!

WPŁAW

Skwar, południe, pogoda, wspak we wodzie dwojący się las;
Taka rwąca, szumiąca ta woda, taki rwący, szumiący ten czas.

Przekładanie rąk nad obrazem dna,
Tam, gdzie widać drugi brzeg, koncert życzeń zawsze trwa.

Skwar, południe, pogoda...

Nie rozwiany mit, w dali pierwszy plan,
W dwóch odbiciach drugi brzeg, tylko wstawić w złoto ram.

Skwar, południe, pogoda...

Przechylony prom wolną drogę ma;
Trzeba wierzyć w drugi brzeg, by przepłynąć rzekę wpław.

Skwar, południe, pogoda...

WRACAĆ DO TEGO

Wracać do tego łódką pamięci,
Rudym kasztanem skaczącym ścieżką,
Gorzkim zapachem dymu i mięty;
Wracać do tego, co już odeszło ...

Wracać do tego przez wielką ciszę,
Lata połączyć, wspomnienia, listy ...
W szepcie strumienia nagle usłyszeć
Słowa powitań i miłości.

Wracać do tego, co już odeszło,
Co się w pamięci od lat nie zmienia.
Iść dniem i nocą, w wietrze i deszczu
I szukać tego, czego już nie ma ...

Iść dniem i nocą, w wietrze i deszczu
I szukać, czego nie ma ...

WRACAJ UKOCHANY

Aplauz

Wczoraj w dyskotece Cię widziałam,
Stałeś wtedy przytulony z Nią,
I choć obojętnie Was mijałam,
Oczy moje zachodziły mgłą.

I wydałeś mi się tak nieznany,
Że zadrżały wtedy usta me,
Chciałam krzyknąć wracaj ukochany,
Czy nie widzisz jak ja kocham Cię.

I wydałeś mi się tak nieznany,
Że zadrżały wtedy usta me,
Chciałam krzyknąć wracaj ukochany,
Czy nie widzisz jak ja kocham Cię.

Teraz chłopcze w domu siedzę sama,
I rozmyślam nad wczorajszym dniem,
Powiedz wreszcie, co dziś robić mam,
Czy Ty nie wiesz, że ja kocham Cię.

I wydałeś mi się tak nieznany,
Że zadrżały wtedy usta me,
Chciałam krzyknąć wracaj ukochany,
Czy nie widzisz jak ja kocham Cię.

I wydałeś mi się tak nieznany,
Że zadrżały wtedy usta me,
Chciałam krzyknąć wracaj ukochany,
Czy nie widzisz jak ja kocham Cię.

Bezgraniczna miłość się skończyła,
Pozostały po niej tylko łzy,
Chciej pamiętać zawsze o tym miły,
Że w mym życiu byłeś tylko Ty.

I wydałeś mi się tak nieznany,
Że zadrżały wtedy usta me,
Chciałam krzyknąć wracaj ukochany,
Czy nie widzisz jak ja kocham Cię.

I wydałeś mi się tak nieznany,
Że zadrżały wtedy usta me,
Chciałam krzyknąć wracaj ukochany,
Czy nie widzisz jak ja kocham Cię.

I wydałeś mi się tak nieznany,
Że zadrżały wtedy usta me,
Chciałam krzyknąć wracaj ukochany,
Czy nie widzisz jak ja kocham Cię.

WRACAJ WRACAJ

SKANER

Gorąca, letnia noc na plaży w Maroko
A ja i ja i o A ja i ja i
Gorąca, letnia noc a gwiazdy wysoko
A ja i ja i o A ja i ja i
Podarowałaś mi raj
Na kilka krótkich chwil
Zniknęłaś w blasku dnia
Gdzie jesteś powiedz mi

Wracaj, wracaj do mego świata
Bądź znowu ze mną tu
Wracaj, wracaj do mego świata
Całuj mnie, całuj mnie znów

Gorąca, letnia noc rozbudza marzenia
A ja i ja i o A ja i ja i
Gorąca, letnia noc zostawia wspomnienia
A ja i ja i o A ja i ja i
Czekałem całą noc
Czekałem cały dzień
Czekałem cały rok
Lecz nie ma, nie ma tu Cię

REF:

WRACAMY Z MORZA

Cztery Refy

Lord Nelson dobrze poznał choroby morskiej smak
Wymyślił na nią sposób - jego sekret zdradzę wam
Choremu żeglarzowi zawsze pomoc trzeba nieść
Więc jeśli jesteś chory - to usiądź w cieniu drzew

Wracamy z morza na stały ląd
Worek na ramieniu i coraz bliżej dom
Jeżeli spyta ktoś, czy mnie z morzem łączy coś
Każdemu wtedy powiem: mam już morza dość
Każdemu powiem: mam już morza dość

Kolumb udowodnić chciał, że Ziemia kulą jest
Żeglował więc na zachód aż ocean skończył się
Pomyślał, że jest w Indiach, wyszło z tego USA
Problemy z nawigacją ma wielu do dziś dnia

Wracamy z morza na stały ląd...

Nie każdy mógł jak Drake tysiące przebyć mil
Grenvilel'a dumny okręt w zatoce na dnie tkwi
Tak wielu marynarzy zabrała morska toń
Więc lepiej się zastanów, nim znów popełnisz błąd

Wracamy z morza na stały ląd...

Żeglarze, posłuchajcie ostatniej z moich rad
Gdy wracacie z morza i przystań śni się wam
Kotwicę swoją rzućcie tam gdzie wkoło szczyty gór
Nie będzie już okazji by w morze ruszyć znów

Wracamy z morza na stały ląd...

Wracamy z morza na stały ląd...

WRESZCIE JADĘ

Wreszcie jadę, niech mnie kołysze turkot miarowy kol.
Niech zagłuszy miasta rytm co jeszcze pod skronią drga.
Coraz dalej książek lawina, uczelni ciemny hol,
Tu przede mną dzień nowy niesie zapach wolnego świata.

My na spotkanie krętych szlaków lata ruszamy znów bogatsi o rok.
Znikają ciemne mary nie przespanych nocy, nie drażni cię w pociągu tłok.

Już za chwile pociąg przystanie, wyrzuci tłum na lad.
Słońcem przywita cię Zakopane, Kościelec jakby o krok.
Góry bliskie zagrają szczęściem na trąbitach granitowych skal,
Pod kładką zaszumi siwa woda, laki cale w kwiatach.

My na spotkanie...

WRESZCIE PŁYNĘ

EKT

Za pół litra kumple załatwili mi rejs
Bo nie mogli patrzeć, jak marnuję się w domu
Jest wolne miejsce, chcesz - to bierz no i jedź
Ameryka, Atlantyk, trafia się mało komu

Jak jaki głupi - na kolanach do żony mej
Przybyłem żebrząc - na rejs wypuść mnie moja miła
A ona cudna w nieskończonej mądrości swej
Mówi: Moja odmowa nic by tu nie zmieniła

Wreszcie płynę - morska fala pianą moczy mi twarz
Rozwichrzone włosy na głowie pozdrawiają wiatr
Wreszcie płynę - znowu chmury zawadzają o maszt
A za rufą kilwater przeciwnym kursem gna

W ciągu godziny galopem skompletowałem sprzęt
Napocić się nie musiałem - sprzęt miałem pod łóżkiem
Pare sztuk gaci, skarpet, koszula, ciepły sweter
Sztormiak, dżinsy i kalesony na nóżki

Jeszcze do sklepu po pęk zapasowych strun
Wszystko po to, by mieć czym uzbroić gitarę
Spakować worek - z żaglowego płótna jest on
Musi pomieścić wszystkie me graty i mały barek

Wreszcie płynę - morska fala pianą moczy mi twarz...

Z radością w oczach po trapie wchodziłem na ship
Gdy dotknąłem pokładu - nie ukrywałem wzruszenia
Ruszamy z rana - kiedy tylko nastanie świt
Nadeszła wreszcie pora ziścić swoje marzenia

Już stary wrzeszczy "Singe lap i żagle staw!"
Wszystkie szmaty poszybowały do nieba
A ja wpatrzony w horyzontu niebieską dal
Śpiewam w duszy, a może dusza wraz ze mną śpiewa

Wreszcie płynę - morska fala pianą moczy mi twarz...

Wreszcie płynę - morska fala pianą moczy mi twarz...

WRESZCIE SIĘ USTATKUJ

Brathanki

Wreszcie się ustatkuj, czas już, czas
Spróbuj być poważna chociaż raz,
I zdecyduj, wybierz kogoś z nas,
Najwyższy już czas!
Na drzewie liści zielonych, ślicznych tysiąc.
Jak ja, nieboga, jednemu mogę przysiąc?!

Dokąd się spieszyć? Wolę się cieszyć
każdą minutką, byle nie smutną,
dopóki serce młode!
Mam się statkować? Wolę dziękować
każdym oddechem, słowem, uśmiechem
za to, że krew nie woda!

Jeszczem za młoda, jeszcze mnie szkoda za mąż.
Jeszcze mi tego świata jasnego mało!
Czy to jest wina: życiem jak winem
chcę się upijać! Wołać co chwilę:
„Trwaj, jesteś piękna, chwilo!”
Póki jest we mnie to upojenie,
to zadziwienie, to zachwycenie
wiem, że naprawdę żyję!

Wreszcie się ustatkuj, czas już, czas
Spróbuj być poważna chociaż raz,
I zdecyduj, wybierz kogoś z nas,
Najwyższy już czas!
Nikt nie jest stary! Na złom zegary wszystkie!
Kalendarz w ogień! Niech żyje młode życie!

A teraz cieszyć chcę się i grzeszyć!
Za szczęściem gonić, dopóki płonie
we mnie ten ogień jeszcze!
Ust do śpiewania, do całowania,
serce gorące me do kochania
po to na świecie jestem!

Wreszcie się ustatkuj, czas już, czas
Spróbuj być poważna chociaż raz,
I zdecyduj, wybierz kogoś z nas,
Najwyższy już czas!
Wreszcie się ustatkuj, czas już, czas
Spróbuj być poważna chociaż raz,
I zdecyduj, wybierz kogoś z nas,
Najwyższy już czas!

A teraz cieszyć chcę się i grzeszyć!
Za szczęściem gonić, dopóki płonie
we mnie ten ogień jeszcze!
Ust do śpiewania, do całowania,
serce gorące me do kochania
po to na świecie jestem!

WROCŁAWSKA PIOSENKA (NIEBIESKIE TRAMWAJE)

Wieczór zapada, już noc niedaleko,
już gwiazdy migocą na niebie,
srebrzy się Odra, najmilsza ma rzeka
i płynie z piosenką do ciebie.

Mkną po szynach niebieskie tramwaje
przez wrocławskich ulic sto,
tu przechodnia uśmiechem witają
dzieci, kwiaty, i każdy dom.
Na przystankach nucą słowiki,
dźwięczy śpiewem stary park,
przez Sępolno, Zalesie i Krzyki
niesie melodię wrocławski wiatr.

A kiedy rankiem fabryczne syreny
'dzień dobry' powiedzą znów miastu,
słonko, jak jaskier, wykwitnie z zieleni,
dziewczyna zaśpiewa przy pracy.

Mkną po szynach niebieskie tramwaje
przez wrocławskich ulic sto,
tu przechodnia uśmiechem witają
dzieci, kwiaty, i każdy dom.
Na przystankach nucą słowiki,
dźwięczy śpiewem stary park,
przez Sępolno, Zalesie i Krzyki
niesie melodię wrocławski wiatr.

Mkną po szynach niebieskie tramwaje
przez wrocławskich ulic sto,
tu przechodnia uśmiechem witają
dzieci, kwiaty, i każdy dom.
Na przystankach nucą słowiki,
dźwięczy śpiewem stary park,
przez Sępolno, Zalesie i Krzyki
niesie melodię wrocławski wiatr.

WRÓCĄ CHŁOPCY Z WOJNY

Wrócą chłopcy z wojny jak należy,
niech nam każda wierzy i żołnierzy
czekajcie, czekajcie, czekacie...

Niech co rano, każda w progu stanie,
swoich chłopców śmierci na sprzedanie
nie dajcie, nie dajcie, nie dajcie

Tylko dla was bitwy przeżyliśmy,
tylko dla was z wojny powrócimy,
dziewczyny, dziewczyny, dziewczyny...

Tylko dla was będziem chleb smakować,
tylko dla was żywą pijem wodę,
jedyne, niebogie, niebogie...

A ten chleb nam będzie najsmaczniejszy,
a ta woda będzie najczyściejsza
w kochaniu, w kochaniu, w kochaniu...

Będzie wszystko z słodkich najsłodsiejsze,
tak jak było w gorzkich najczarniejsze
w rozstaniu, płakaniu, płakaniu...

Wrócą chłopcy z wojny jak należy,
niech nam każda wierzy i żołnierzy
czekajcie, czekajcie, czekacie...

Niech co rano, każda w progu stanie,
swoich chłopców śmierci na sprzedanie
nie dajcie, nie dajcie, nie dajcie

WRÓCĘ DO TYCH STRON

Andrzej Cierniewski

Wrócę do tych łąk, gdzie ranna rosa, wrócę do tych łąk,
Gdzie każde trawy źdźbło znało to, co mówiłaś mi.
Wrócę do tych pól, gdzie maków czerwień, wrócę do tych pól,
Gdzie każdy złoty kłos szepnął to, co szeptałem ci.

Przejdę domu próg, gdzie młodość została i
Choć dziś już jej nie ma, tu można o niej śnić.
Zatrzymam czasu bieg ot, choćby na chwile dwie,
By już nie zapomnieć znajomych miejsc.

Wrócę, wrócę do domu, kochana,
Wrócę, wrócę, skoro świt...
Wrócę, wrócę tam któregoś rana,
Wrócę i przypomnę ci...

Wrócę, wrócę do domu, kochana,
Wrócę, wrócę, skoro świt...
Wrócę, wrócę tam któregoś rana,
Wrócę i przypomnę ci...

Przejdę domu próg, gdzie młodość została i
Choć dziś już jej nie ma, tu można o niej śnić.
Zatrzymam czasu bieg ot, choćby na chwile dwie,
By już nie zapomnieć znajomych miejsc.

Poczuć zapach bzu tak chciałbym jeszcze, poczuć zapach bzu,
Jak wtedy, w tamten czas, jeszcze raz miłość wyznać ci...
Wrócę do tych miejsc za parę wiosen, wrócę do tych miejsc
I nie zawaham się, wcale nie, by ucałować je,
I nie zawaham się, wcale nie, by ucałować je!

Wrócę, wrócę do domu, kochana,
Wrócę, wrócę, skoro świt...
Wrócę, wrócę tam któregoś rana,
Wrócę i przypomnę ci...

Wrócę, wrócę do domu, kochana,
Wrócę, wrócę, skoro świt...
Wrócę, wrócę tam któregoś rana,
Wrócę i przypomnę ci...

Wrócę, wrócę do domu, kochana,
Wrócę, wrócę, skoro świt...
Wrócę, wrócę tam któregoś rana,
Wrócę i przypomnę ci...
Wrócę, wrócę do domu, kochana...

WRÓCĘ TU

Już pociąg rusza ze mną w świat.
Opuszczam pierwszy raz
Dom mych dziecięcych, pięknych lat.
Wrócę tu, poprzez labirynt dróg,
Na mój rodzinny próg.

Choć jeszcze w oczach błyszczą łzy,
Za oknem stary dom
Znikł już w obłokach gęstej mgły.
Wrócę tu, poprzez labirynt dróg,
Na mój rodzinny próg.

Tak trudno się rozstawać,
Kiedy stukot kół
Woła wciąż: wrócisz tu, wrócisz tu!

Choć czeka na mnie miejski gwar,
W nieznane wzywa mnie
I nęci wciąż paletą barw.
Wrócę tu, poprzez labirynt dróg,
Na mój rodzinny próg.

Żegnaj mamo i bądź spokojna,
Czas, abym poznał szeroki świat.
Napisz do mnie, by tam, gdzie będę,
Był także przy mnie twej ręki ślad.

WRÓCI WIOSNA, BARONOWO

KULT

Mówisz, że cię miłość mierzi
Zmierź mnie sobie - wołam - zmierź
Spójrz - powiadasz - to są piersi
Kogóż natchnie taka pierś?

A ja twierdzę, baronowo
Wkrótce minie zima,
A wiosną zaczną się na nowo
Nasze słodkie tru la la

Znowu będę twój Don Diego
Znowu księżyc, znowu bzy
Jak u Pawła Geraldiego
Sitwa zmysłów - ja i ty

I nie powie stary baron
Więcej do mnie: Paszoł won!
Nie wypchnie na bruk z gitarą
Bowiem w grobie leży on

Czarna kryje go piżama
Biedak gonił resztką sił
I jak stał - w salonie zamarzł
Bo otwarty lufcik był

Zły baronie, dobrze tak ci
Chciałeś naszą miłość zgnieść
Nasze słodkie koci-łapci
Że tak powiem, naszą płeć

Na złość tobie, wiosną amor
Co sekrety różne zna
Ukołysze nas tak samo
W tym najsłodszym tru la la

Aktualnie jeszcze zima
Jakże nie lubimy zim
Nasze zmysły w krabach trzyma
I rozkwitnąć nie da im

Ba, przez całą Europę
Zimno - krzyczy dziad i wnuk
I zawieszam się jak sopel
Pod okapem twoich nóg

Lecz się nie martw, baronowo
Już przemija zima zła
Rozpoczniemy, ach, na nowo
Nasze słodkie tru la la

Trula, trula, trula, trula
Trula, trula, tru la la
Rozpoczniemy, ach, na nowo
Nasze słodkie tru la la

Dziś widziałem - to nie farsa
Dość już mamy takich fars
Jak jamniczek twój zamarzał
Siusiu - krzyczał, łkał i marzł

Więc go wziąłem na rączyny
Otuliłem w ciepły puch
O, jamniczku, mój jedyny
Wycierpiałeś się za dwóch

Na pierś moją marmurową
Chodź jamniczku, gdy ci źle
A ty właśnie, baronowo
Swym jamniczkiem zowiesz mnie

Czemu dni wesołe nie są
Czemu z oka płynie łza?
Cierpliwości, baronesso
Jeszcze miesiąc, jeszcze dwa

A powrócą nasze święta
Jak najprędzej pragnąłbym
Szał zmysłowy się rozpęta
Huknie harfa - rym cym cym

I pochłonie przepych kanap
Purpurowe serca dwa
W górę uszy, ukochana
Trula, trula, tru la la

Trula, trula, trula, trula
Trula, trula, tru la la
W górę uszy, ukochana
Trula, trula, tru la la
Trula, trula, tru la la

WRÓCIMY TU JESZCZE

Happysad

O jak ja kocham to miejsce,
Tu jest tyle policji
Czuję się bezpiecznie.
Kochanie czemu szepczesz?
Możemy być spokojni,
Opuśćmy ręce,
Opuśćmy ręce.

Czego chcieć więcej prócz tego co mam?
Prócz tego za czym stoję w kolejce od lat
No czego chcieć więcej?

Bo gdzie tak jak tu z wolna sączą nam się poranki?
Leniwie ciekną po szybach zachody słońca
No czego chcieć więcej?

Ale najważniejsze to, że kiedy zamknę oczy,
Kiedy zamknę oczy nic nie zaskoczy mnie.

O jak ja kocham to miejsce,
Tu jest tyle policji
Czuję się bezpiecznie.
Kochanie czemu szepczesz?
Możemy być spokojni,
Opuśćmy ręce,
Opuśćmy ręce.

Czego chcesz więcej prócz tego co masz?
Prócz tego co mogę dać ci w podzięce
Za kilka tych lat.
No czego chcesz więcej?

Bo gdzie tak jak tu kapryśnie kosmacą sie myśli?
Przez pozamykane drzwi i garną sie tłuste dni.
No czego chcesz więcej?

Ale najważniejsze to że kiedy zamkniesz oczy,
Kiedy zamkniesz oczy nic nie zaskoczy Cię.

O jak ja kocham to miejsce,
Tu jest tyle policji
Czuję się bezpiecznie.
Kochanie czemu szepczesz?
Możemy być spokojni,
Opuśćmy ręce,
Opuśćmy ręce.

O jak ja kocham to miejsce,
Tu jest tyle policji
Czuję się bezpiecznie.
Kochanie przestań wreście?
Możemy być spokojni,
Wrócimy tu jeszcze,
Wrócimy tu jeszcze.

Wrócimy tu jeszcze,
Wrócimy tu jeszcze,
Wrócimy tu jeszcze,
Wrócimy tu jeszcze.